Co kryje się za „ułaskawieniami” i „uwolnieniami” więźniów politycznych na Białorusi?

Co kryje się za „ułaskawieniami” i „uwolnieniami” więźniów politycznych na Białorusi?

2 lipca 2025

Dziś na prorządowych kanałach na Białorusi pojawiła się informacja o 16 więźniach politycznych, których  „ułaskawiono” i wypuszczono z więzień. Nie jest to pierwszy taki przypadek: od lipca 2024 roku podobnym procedurom poddano już 330 osób. 

Wydawałoby się: człowiek jest wolny – czego jeszcze chcecie? Jednak za głośnymi deklaracjami o miłosierdziu kryje się cały wachlarz nowych metod kontroli, nacisku i dyskredytacji. 

Dwa rodzaje „uwolnień” 

W ostatnich miesiącach obserwujemy dwa różne scenariusze, które przedstawia się jako „ułaskawienie” lub „uwolnienie”:

1️⃣ Ułaskawienie z pozostaniem na Białorusi
W tym przypadku człowiekowi oficjalnie udziela się ułaskawienia – i w dokumentach rzeczywiście pojawia się odpowiedni wpis. Wydawałoby się, że formalna procedura została zachowana. Ale rzeczywiste konsekwencje są takie, że nie sposób nazwać tego „wolnością”. Oto co się dzieje:

  • Służby specjalne masowo i pod przymusem werbują ludzi, grożąc nową sprawą karną i naciskami na ich rodziny.
  • Żąda się od nich podpisywania dokumentów o współpracy i zgody na występowanie w filmach propagandowych.
  • Zakazuje się im wyjazdu z kraju.
  • Zmusza się ich do przekazywania informacji o działalności struktur demokratycznych i fundacji pomagających represjonowanym.
  • Często pod tym pretekstem na urządzeniach byłych więźniów instaluje się oprogramowanie szpiegujące, aby prowadzić inwigilację i działalność agenturalną w czasie rzeczywistym.

Była więźniarka polityczna Antanina Kanawalawa, uwolniona na mocy ułaskawienia w grudniu 2024 roku, szczegółowo opowiedziała o rzeczywistości, z którą mierzą się uwolnieni:

„Niby jesteś, ale cię nie ma. Nie możesz otworzyć konta bankowego, wyrobić karty do wypłat, wysłać ani odebrać paczki. A jednocześnie wymagają od ciebie, żebyś znalazła pracę. Jeśli jesteś na listach „ekstremistów”, po prostu nie masz praw. A potem zaczynają się „spotkania” z funkcjonariuszami GUBOPiK, na których proponują ci zostanie donosicielką, dają do zrozumienia, że twoje dzieci są zakładnikami, i obiecują załatwić ci pracę w zakładzie pod ich nadzorem.”

Mało przypomina to uwolnienie. To nowy etap represji w formie nacisku społecznego i psychologicznego. W rzeczywistości jest to forma desocjalizacji ludzi i wypychania niewygodnych dla dyktatury za granicę. 

2️⃣ Przymusowe przesiedlenie poza granice kraju
Druga kategoria „uwolnień” jest jeszcze bardziej przerażająca. I tak 12 lutego 2025 roku z udziałem Departamentu Stanu USA uwolniono i faktycznie wywieziono Alenę Mauszuk, dziennikarza Andreja Kuzniaczyka i Mikałaja Szuhajeua. 21 czerwca 2025 roku, po wizycie w Mińsku specjalnego wysłannika prezydenta USA Donalda Trumpa – kolejnych 14 osób, w tym Siarhieja Cichanouskiego. 

Najczęściej ta praktyka wygląda następująco:

  • Więźnia wyprowadza się z kolonii karnej lub więzienia bez uprzedzenia.
  • Z workiem na głowie przewozi się go do granicy państwa europejskiego.
  • Pozbawia się go dokumentów.
  • Faktycznie wyrzuca się go poza granice Białorusi.

Przy tym wola człowieka, jego chęć pozostania w ojczyźnie czy choćby jakiegokolwiek przygotowania się nie są brane pod uwagę. Najpełniej i najtrafniej taką praktykę określa termin „przymusowe przesiedlenie” (ang. forcible transfer lub forcible displacement).

Po raz pierwszy został on wyraźnie zapisany na przykład w Rzymskim Statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego, który w artykule 7 (zbrodnie przeciwko ludzkości) stanowi:

Artykuł 7 ust. 2 lit. d)
„„Deportacja lub przymusowe przesiedlenie ludności” oznacza przymusowe przemieszczenie osób, przez wydalenie lub inne działania przymusu, z obszaru, na którym legalnie przebywają, bez podstaw dopuszczalnych w świetle prawa międzynarodowego.”

Wielu uwolnionych mówi, że nie występowało z prośbą o ułaskawienie i nie składało żadnych wniosków, które mogłyby stać się formalną podstawą do uwolnienia. Natalla Dulina, jedna z osób uwolnionych 21 czerwca, opowiadała w wywiadzie: 

Posadzili nas w tym busie, skuli kajdankami i założyli nam na oczy maseczki medyczne, żebyśmy nic nie widzieli. Pojechaliśmy i nie rozumieliśmy dokąd. Możliwości było wiele. Wyglądało to jak jakieś bandyckie porwanie. Zupełnie nie było wiadomo, co się dzieje. Potem przywieźli nas do aresztu śledczego KGB, tam przenocowaliśmy. Znowu nic nam nie mówili. Następnego ranka, czyli dziś wcześnie, powiedzieli: „Spakujcie wszystkie rzeczy, trzymajcie je w gotowości, niedługo będą was stąd zabierać”. Zapytaliśmy, co się dzieje. Odpowiedzieli, że nie wiedzą. Potem znowu nas wyprowadzili, już nie w maseczkach medycznych, tylko z workiem na głowie – to jak kominiarka, ale bez otworów. Posadzili nas w busie i pojechaliśmy. Zostało mi pół roku odsiadki i byłam w stanie spokojnie wytrzymać do końca. Nie przyznawałam się do winy, nie pisałam prośby o ułaskawienie. Co więcej, kategorycznie odmówiłam zrobienia tego.

Dlaczego ważne jest, by o tym mówić? 

Niektórzy przedstawiciele ruchu demokratycznego ulegają złudzeniu, że takie „uwolnienia” są oznaką zdolności reżimu do porozumienia albo jego „człowieczeństwa”. W rzeczywistości jednak widzimy systemową politykę niszczenia podmiotowości człowieka; naciski, szantaż i werbunek; przymusowe wypieranie i izolację byłych więźniów; próbę zniszczenia sieci wzajemnej pomocy i solidarności. 

Jeśli przeprowadzić eksperyment myślowy i wyobrazić sobie, że takim „uwolnieniom” zostaną poddani wszyscy więźniowie polityczni, to biorąc pod uwagę nieustające represje i coraz to nowych ludzi trafiających do więzień, potrzebna byłaby niewielka wyspa lub terytorium wielkości niedużego państwa, aby pomieścić wszystkich, których reżim Łukaszenki postanowi zmielić w żarnach systemu represji, a następnie przymusowo wydalić z kraju.

Taki proces odbywa się poza jakimikolwiek ramami prawnymi, bez decyzji jakichkolwiek organów i często z odebraniem „uwolnionym” wszystkich dokumentów. O „szczęściu” można jeszcze mówić, gdy więzień polityczny jest w pewnym stopniu rozpoznawalny medialnie lub ma znaną przeszłość – w takim przypadku społeczeństwo obywatelskie szybciej się nim zajmuje, pomaga mu zaadaptować się w innym kraju, zalegalizować pobyt, otrzymać podstawowe wsparcie.

Ale co robić, jeśli ta praktyka obejmie wszystkich więźniów politycznych, a tysiące ludzi zostaną dosłownie wyrzucone w nieznane obcego państwa bez dokumentów, bez wiedzy, gdzie szukać pomocy i do kogo się zwrócić?

Niewielką część ludzi przestaje się torturować w więzieniach – tak. Jednak miejsce tortur zajmują nowe upokorzenia i represje. Tylko zaprzestanie wszelkich form prześladowań, uwolnienie i pełna rehabilitacja więźniów politycznych, a także zmiany systemowe na Białorusi mogą przywrócić w kraju wartość praw człowieka.